Metoda BLW nie jest już tak wielką egzotyką jak trzy lata temu, kiedy wprowadzałam ją w naszym domu. W naszym przypadku sprawdziła się doskonale. Zaoszczędziliśmy sporo czasu, pieniędzy i nerwów, a wyhodowaliśmy sobie córkę, która je w zasadzie wszystko to, co jej damy. Byłam pewna, że pozwalając Panience na swobodę przy jedzeniu robię dobrze. W tym przekonaniu utwierdzała mnie książka „Bobas Lubi Wybór”

źródło

Bardzo dobrze, zwięźle napisany poradnik, w którym konkretna wiedza podana jest razem z opowieściami rodziców i rzeczowymi poradami. Jego ogromną zaletą są punktowane zasady, krótkie podrozdziały (jak łatwo się to czyta przy dziecku!) i duża dawka argumentów ZA, którymi można posłużyć się, gdy ktoś próbuje nas przekonać, że bez jedzenia ze słoiczków nie da się wychować zdrowego obywatela.
Na końcu książki można znaleźć bardzo pomocną tabelę wartości odżywczych z której korzystam do dziś. W treści co jakiś czas pojawia się ramka z ważnymi informacjami na temat np. przeżuwania, zakrztuszenia, jedzenia łyżeczką.
Warto poczytać ten poradnik nawet, jeśli ma się dziecko, które już zaczęło jeść inne pokarmy niż mleko. Bo BLW to nie tylko podawanie dziecku cukinii w kawałkach w miejsce papki, ale też cała filozofia jedzenia. Jeśli zależy nam na tym, żeby dziecku posiłki kojarzyły się z przyjemnością, a nie przymusem, żeby poznawało różne smaki, żeby było ich ciekawe – warto spróbować z BLW. Co więcej, wiele rodzin stosujących BLW u dzieci siłą rzeczy zmiania swoją własną dietę na zdrowszą. Skoro dziecko ma jeść to, co rodzice, nie powinni oni w kółko żywić się mielonymi i sałatką naddunajską (jakkolwiek jest bardzo smaczna).
Dzięki BLW mogliśmy z młodszą niż rok Panienką iść razem do włoskiej pizzerii i zamówić jedną, dużą margheritę z warzywnymi dodatkami, a potem jeść ją razem. Panienka wgryzała się w swój kawałek, brudziła sosem i była przeszczęśliwa. Wspólne biesiadowanie naprawdę świetnie wpływa na życie rodzinne. BLW mocno w tym pomaga!