W naszej poprzedniej szkole dzieci dostawały oceny. Najlepsze było A z koroną. Starszak dostał kiedyś za rysunek B z minusem, chociaż moim zdaniem widać było, że włożył w pracę bardzo dużo wysiłku. To chłopiec, który późno zaczął rysować, długo tego nie lubił i nie umiał. Było mi wtedy bardzo przykro, że nauczycielka nie doceniła jego pracy, a jedynie porównała jego rysunek z rysunkami innych dzieci.

Brałam dziś udział w spotkaniu inaugurującym kampanię społeczną Fundacji Dzieci Niczyje „Słowa dają moc”. Główną część stanowiły warsztaty poświęcone sztuce chwalenia dzieci. Przećwiczyłam i utrwaliłam sobie to, o czym czytałam wcześniej i co próbuję wprowadzać w życie.
 
 
Kiedy Starszak przynosi mi kolejny rysunek nie mówię już „bardzo ładne!”. Staram się pochylić nad jego pracą i zadaję pytania: a skąd miałeś taki pomysł? To są żołnierze, prawda? Widzę, że używasz sporo czerwonej kredki, dlaczego? Nieźle się napracowałeś! Widzę różnicę. Naprawdę.
 
 
 
Nie jest łatwo być rodzicem. Trzeba pamiętać o tym, by dziecko dostawało zbilansowane posiłki, spało tyle, ile trzeba, było czyste, zdrowe, miało odrobione lekcje. Trzeba znaleźć czas na zabawę z dzieckiem, nawet kiedy po pracy marzy się tylko o świętym spokoju. I trzeba też oderwać się od zmywania, kiedy jakieś małe łapki wyciągają swoje plastelinowe „coś”, przykucnąć i zapytać „a co tam ulepiłaś?” zamiast powiedzieć „mhm, fajne, poczekaj, zmywam”.
 
 
Ale wiecie co? Te iskierki w oczach dziecka są tego warte. A jeśli się kilka razy przećwiczy taki sposób rozmowy z dzieckiem, taki sposób doceniania go – to wchodzi w krew i staje się naturalne. Bo co to w zasadzie znaczy „świetnie”?
 
 
Słowa mają moc. Trzeba wiedzieć, jak ich używać.
 
Wielkie dzięki Fundacji za zaproszenie na spotkanie i warsztaty.