Starszak jest dzieckiem o bardzo ograniczonym repertuarze jedzeniowym. Ostatnio je więcej, objętościowo, bo 2 baseny i 3 treningi piłki nożnej w tygodniu robią swoje, ale nadal to ciągle to samo. Może 10 różnych potraw. Z dużym trudem udaje mi się czasem zachęcić go do spróbowania czegoś nowego. To jedzeniowy inżynier Mamoń. Jak może mu smakować jedzenie, które je po raz pierwszy? I po co próbować? Nie mam śmiałości proponować mu diety wegetariańskiej, bo jedną z nielicznych rzeczy, jakie je, są pieczone udka…

W zasadzie jestem autorką takiego modelu żywienia. Owszem, karmiłam go piersią ponad rok. Ale bardzo długo był dzieckiem karmionym słoiczkami. Zupki w formie pomarańczowej masy wsuwał jeszcze jako dwulatek. I kiedy o tym myślę, to strasznie mi głupio. Jako matka młoda i niedoświadczona słuchałam autorytetów w dziedzinie żywienia niemowląt i czytałam poradniki wprowadzając kolejne produkty zgodnie z kolorami etykiet na słoiczkach. Nie wpadłam nawet na pomysł, że dziecko może nie jeść słoiczków. Ba, wydawało mi się to niemożliwe. Dziecko = słoiczki. To było dla mnie jak 2 + 2 = 4.
 
 

Można inaczej

 
Panienka jest dzieckiem, które widząc, że ktoś coś je i nie wiedząc jeszcze, co dokładnie, już pyta „czy mogę kawałeczek?”. Kiedy da się jej śniadanie, potrafi kolejnemu domownikowi bez mrugnięcia powieką powiedzieć, że śniadania nie jadła i wsunąć drugie. Miseczki niemalże wylizuje, sprawnie operuje widelcem, a dodatek piri piri nie robi na niej wrażenia. Ma swoje upodobania. Natka jest niefajna. Fajna jest bazylia. Koperek jest fu, kiełki są ok. 
 
 

Dzieci, które lubią jeść. Moje sposoby.

 
 
  • Karmienie piersią to pierwszy krok do wychowania smakosza.

Dlaczego? Mleko kobiece ma przy każdym karmieniu nieco inny smak. Dziecko uczy się tego, nie jest zaskoczone gdy czuje coś nowego. Mleko modyfikowane jest zawsze takie samo. To jednak dość nudne – jeść dokładnie to samo na każdy posiłek, codziennie, przez kilka miesięcy. Dzieci karmione piersią nie mają tego kłopotu. Podobno najlepsi sommelierzy wyrastają z dzieci karmionych piersią. Podobno :)

 

  • Wprowadzenie i stosowanie BLW to duży krok do sukcesu.

Po pierwsze, nie karmimy jedzeniem ze słoiczków. Po drugie, nie karmimy łyżeczką. Unikamy napięcia przy stole. Dziecko, które zaczyna przygodę z BLW jest jeszcze karmione mlekiem. Nie ma niepokoju, że nie dostanie czegoś, jeśli zje za mało pokarmów stałych. Najwyżej łyknie mleka i uzupełni. Jedzenie BLW to radocha poznawania nowych kolorów, kształtów, konsystencji. To jedzenie bardzo zmysłowe. Martwicie się o górę resztek? Róbcie kompost. Albo wyluzujcie. Ani się obejrzycie, a dziecko zacznie zjadać wszystko to, co dostanie. Tak się składa, że nie ma się 7 miesięcy przez całe życie. To mija :) Słoiczki być może oszczędzają czas. Chociaż przy BLW dziecko je to, co rodzice, a sobie trzeba coś ugotować. Korzystając z BLW oszczędza się sporo czasu – nie trzeba karmić dziecka. Ono samo to robi.

 

  • Wspólne jedzenie czyli radość przy stole

To też jest związane z BLW. Ta metoda zakłada, że dziecko je to, co reszta rodziny. Fajnie jest jeść razem, cieszyć się tym czasem. Znowu – kształtować obraz jedzenia, jako czynności przyjemnej, pozbawionej napięcia. W środowiskach katolickich promowana jest teraz akcja „Razem przy stole”. I chociaż nie jestem kompletnie związana z Kościołem Katolickim (co więcej, nawet do niego nie należę), to tę akcję popieram jako bardzo cenną i pożyteczną.

 

  • Unikanie smoczka.

Dzieci, które korzystają ze smoczka nie tylko przy spaniu (chociaż i tu – warto?), zwłaszcza małe niemowlęta, nie mają możliwości przeprowadzania normalnych i potrzebnych w rozwoju eksperymentów pt. co się stanie jak włożę stopę lub piąstkę do buzi. Rodziców często niepokoi, że dziecko wkłada rączki do buzi, szukają przyczyn, może kłopotów. A to po prostu normalne, zdrowe poznawanie siebie. Dziecko w ten sposób odwrażliwia podniebienie przygotowując je na pokarmy stałe. Sprawdza – kiedy pojawia się odruch wymiotny, a kiedy nie. Dzięki temu chwytając po pierwszy w życiu kawałek brokuła traktuje go trochę jak tę rączkę wcześniej. Sprawdza, śmiało i z zainteresowaniem, co się stanie jak włoży go do buzi. Bywa, że dzieci korzystające ze smoczka źle reagują potem na jedzenie z grudkami, nie mówiąc o stałych pokarmach. Są nieprzygotowane, ich podniebienia reagują podrażnieniem. Wtedy wprowadzanie pokarmów stałych trwa dłużej i może wiązać się z niepotrzebnym stresem. Dla wszystkich.

 

  •  Wprowadzenie pokarmów stałych w odpowiednim czasie. 

Często rodzice dzieci młodszych niż 6 miesięcy łamią się i podają dziecku nowości, ponieważ „ona tak wyrywała się do naszego jedzenia!”, „on aż podskakiwał jak widział kanapki”. No, normalna sprawa. Dziecko w tym wieku jest totalnie zainteresowane tym, co robią jego rodzice. Wszystkim, jedzeniem też. Co wcale nie oznacza, że trzeba 5 miesięcznemu dziecku dawać przetartą marchewkę. Jego układ trawienny nie jest jeszcze gotowy. 

 

Spróbujcie, nie jest tak trudno.
Muszę Was tylko uprzedzić. Dziecko, które je, potrafi zjeść naprawdę dużo. Panienka ostatnio posunęła się do przechwycenia grzanki swojego brata, kiedy ten nie patrzył. Dziecko, które je, potrafi tak patrzeć na jedzącego dorosłego, że nie ma siły, odda się mu połowę obiadu. To są skutki uboczne. Resztę – polecam :)