Kiedy Panienka była naprawdę małym bączkiem (4 tygodnie? 5 tygodni?) wróciłam na studia zaoczne. Odciągałam dla niej mleko, które w domu dostawała od Ojca Dzieciom butelką. Czasami zamiast butelki osoby opiekujące się Panienką używały łyżeczki – zwykłej łyżeczki do deserów. Czytałam opinie doradców laktacyjnych, logopedów i dentystów, z których wynikało, że oczywista na pierwszy rzut oka butelka ze smoczkiem nie jest wcale najlepszym wyborem. Nie wiem jak rzecz ma się w przypadku dzieci karmionych stale mlekiem modyfikowanym – na tym się nie znam, ale czytałam na forach butelkowych, że niektórzy rodzice szybko rezygnują z butelek na rzecz kubeczków z tych samych niemalże powodów o których będę pisać poniżej.

W przypadku dzieci karmionych piersią, które okazyjnie muszą być nakarmione przez kogoś innego, butelka jest niedobrym pomysłem ponieważ może niekorzystnie wpłynąć na sposób w jaki dziecko ssie. Wiem, wiem – producenci smoczków piszą na swoich reklamach, że ICH smoczek tak nie działa. Ale nie umiem sobie wyobrazić smoczka, który idealnie naśladowałby pierś. A zwłaszcza malutkie dziecko – gdy zetknie się z rozleniwiającym smoczkiem, który w zupełnie inny sposób niż brodawka działa w buzi – może zupełnie pogubić się w sposobach pobierania pokarmu i sprawić tym kłopot sobie i karmicielce gdy znów przystawi się je do piersi.
Proponowanym zamiennikiem piersi pod jej nieobecność jest wspomniana przeze mnie łyżeczka. Oparta o dolną wargę dziecka trzymanego na ręku pozwala maluszkowi spić zawartość w sposób, który zmusi je do odpowiedniego wysiłku i pracy językiem. Owszem, to trwa i rozumiem niechęć do tego rozwiązania jeśli ma się trzylatka uczepionego do nogi. Ale opieka nad maluszkiem na początku zawsze TRWA. Na podobnej zasadzie, ale nieco szybciej, można karmić dziecko za pomocą kubeczka. Zwykła filiżanka albo kieliszek może służyć karmieniu dziecka już od początku – wystarczy umiejętnie i z rozwagą podawać mleko, tak jak w przypadku łyżeczki delikatnie opierając brzeg kubeczka o dolną wargę dziecka. Świetnym narzędziem do takiego karmienia może być prezentowany już przeze mnie Doidy Cup. Tak jak podaje producent – może być używany od urodzenia. Ten kubeczek jest bardzo fajny, ale jeśli chodzi o karmienie maluszków jeszcze lepszy jest chyba kubeczek firmy Hoppediz, CamoCup®
Miałam okazję oglądać go i dotykać na żywo i przyznam szczerze, że byłam pod wrażeniem. Wygląda na pierwszy rzut oka dość dziwacznie, ale jest to projekt przemyślany w każdym calu. Plastik z którego go wykonano – miły i miękki w dotyku. Kształt – łatwy do trzymania dwiema łapkami lub dorosłą dłonią. Rozciągnięty, zwężający się brzeg działający nieco jak lejek, podziałka i lekkie wypustki zapobiegające ślizganiu się na wardze… No, postarali się!
Czy można karmić w ten sposób dziecko będące wyłącznie na sztucznej mieszance lub mleku odciąganym? Po chwili zastanowienia, bez takich doświadczeń ale z wyobraźnią, stwierdzam że raczej na pewno* Karmienie smoczkiem nigdy nie zadziała tak pozytywnie na rozwój całego aparatu mowy, szczęki i tak dalej jak karmienie naśladujące naturalne. Kolejna sprawa – unika się sytuacji, kiedy dziecko zasypia i śpi ze smoczkiem z mlekiem w buzi – ulubiony temat dentystów.
No i jeszcze coś. W artykułach na temat karmienia butelką doradcy podkreślają, by maksymalizować kontakt. W okresie noworodkowym mama może nawet rozbierać się lekko, by dziecko mogło dotykać jej skóry – tak jak przy karmieniu piersią. Rodzice są namawiani, by chwile karmienia butelką były równie spokojne i wyciszone jak karmienie piersią. Z moich obserwacji wynika jednak, że często moment gdy dziecko potrafi samo trzymać butelkę w czasie karmienia przyjmowany jest jako sukces. Od tego czasu maluch często karmi się właściwie sam – pod nadzorem opiekuna, ale bez kontaktu, tego przytulania, patrzenia w oczy z odległości kilkunastu centymetrów. Karmienie małego niemowlęcia za pomocą kubeczka wymusza ten bliski kontakt – rodzic musi być skupiony i uważny, koncentrować się na akcie karmienia. Oczywiście karmienie butelką też może być czułym, pełnym bliskości czasem liczenia rzęs**, to nie ulega wątpliwości.
I warto to podkreślać, warto o tym przypominać bo nie jest niczyim celem bzdurne wmawianie rodzicom karmiącym butelką, że okazują dzieciom mniej czułości. Warto po prostu zdać sobie sprawę z tego, że butelka ze smoczkiem nie jest jedyną opcją i chociaż wydaje się najprostsza w użyciu, to wcale nie jest najlepsza.
* Piszę tylko o dzieciach zdrowych i donoszonych. Problemy wcześniaków są całkiem poważne, od braku odruchu ssania po nadwrażliwość w buzi spowodowana sondami etc. W takim przypadku tylko neurlogopeda i doświadczona konsultantka laktacyjna mogą się wypowiadać.
**określenie użyte przez mamkę cytowaną w „Polityka karmienia piersią”