Panienka śpi mi właśnie na plecach w chuście, więc mogę spokojnie napisać o naszym nowym nabytku. Nabytek nazywa się Mei Tai i jest to nosidło typu azjatyckiego. Nosidło, czyli miękki panel połączony z pasami. Nie „wisiadło”, w którym nóżki dziecka zwisają w niezdrowej i w sumie niewygodnej pozycji. Nosząc w ergonomiku, zapewniamy dziecku takie podparcie nóg i bioder, jakie ma gdy bierzemy je na ręce i jedno ramię trzymamy w poprzek ciała. (rozumiecie?)
 ergo
No więc po lewej mamy wisiadło, a po prawej ergonomika. Nosiłam kiedyś dziecko w wisiadle i było mi po prostu niewygodnie. W naszym MT nie czuję, że mam na sobie dziecko.
Aha, gwoli precyzji. W nosidłach ergonomicznych występują klamry, którymi spina się pas biodrowy i pasy naramienne. W MT nie ma klamerek, są pasy. Ojciec Dzieciom był w młodych latach  żeglarzem, więc najbardziej wierzy węzłom :)
MT pochodzi z Wietnamu, o ile mnie pamięć nie myli. Jego zwesternizowana wersja występuje w wielu odmianach. Z kapturkami, bez, dwurozmiarowe, proste, zupełnie miękkie, lekko wzmacniane, nie mówiąc o mnogości kolorów i wzorów. Oto kilka przykładów:
No, mogłabym tak jeszcze długo :)
Na kupno Mei Tai zdecydowaliśmy się z ciekawości i chęci poznania czegoś nowego. Chusty znamy już dobrze. Mei Tai jest szybszy w zawiązaniu i wygodniej się w nim nosi prawie 10 kilogramową Panienkę. Za pewien sukces można uznać to, że Babcia Panienki samodzielnie zakłada nosidło i wychodzi na spacer z wnuczką. Na pewno jest jej wygodnie! Ciężar spoczywa na pasie biodrowym, a nie na pasach skrzyżowanych na plecach. W chuście nadal jest mi komfortowo, ale jednak na dłuższe wycieczki wybieram MT.
Nosidło to nie nadaje się jednak dla malutkich niemowląt. Specjaliści mówią, że do MT włożyć można tylko dziecko, które już siada samodzielnie. Nic nie da takiego podtrzymania kręgosłupowi, jak dobrze dociągnięta chusta.
Nasz MT jest naprawdę nasz. Uszyła go Madame GooGoo, a nosidło jest skonstruowane na wymiar. Dopasowane zarówno, do rozmiaru Panienki, jaki i mojego (oraz Ojca Dzieciom). Tkaniny też my wybieraliśmy, kolor pasów, materiał z jakiego pasy wykonano… Prawie jak członek rodziny :)
Tadam! Czachy urzekły Ojca Dzieciom, a mi pozwalają pamiętać, że nie należy się spinać w życiu za bardzo, bo to niczemu nie służy. Za każdym razem, kiedy patrzę na te wesołe czaszki z nutkami na zębach, to robi mi się weselej!
A samo nosidło – super. Ręczna robota, dopieszczone, dopracowane. Kapturek sprawdza się zarówno wtedy, kiedy Panienka przyśnie jak i w wietrzną pogodę. Czachy były już z nami nawet w Sejmie! :)
PS Notatkę dokończyłam wieczorem. Po napisaniu pierwszych zdań, śpiąca mi na plecach Panienka otworzyła oczy i paszczę ;)