Ile razy słyszałam tę straszną groźbę…Przyzwyczai się! I będziesz miała prze-rą-ba-ne!
Do nas takie teksty docierają co raz rzadziej, może dlatego, że reszta świata wie, że mam swoje zdanie ;) Ale ostatnio znajoma mama opowiadał mi, że pediatra kazał jej ograniczać czas, jaki jej trzymiesięczny synek spędza przy piersi, bo się maluch przyzwyczai do karmienia po 30 minut. Przyzwyczai się. I co? I będzie miała prze-rą-ba-ne.
Na znajomym forum mama radzi mamie, żeby w nocy nie śpiewała dziecku, bo potem będzie musiała tak siedzieć i śpiewać.
Tragedy.
Wiecie co mnie w tym tak bawi i przestrasza? Przekonanie przestraszających, że dzieci jak mają, tak będą miały. Zupełnie, jakby były ciągle na tym samym etapie rozwoju. Pokażcie mi karmionego piersią 8-miesięcznego bąka, który dopiero co nauczył się raczkować, jest tym totalnie zajarany, ale jednocześnie jest przyzwyczajony do maratonów przy piersi…. No proszę, litości. Takie dziecko po 30 sekundach ssania rozgląda się za wolnym kawałkiem podłogi. To na przykład jest nasza sytuacja. Panienka zassie raz, drugi i już zaczyna machać nogą, potem przekręca się na brzuch, potem prostuje nogi oparte o bok fotela, więc niby jeszcze twarz przy piersi, ale całe ciałko gotowe do wymarszu, nogi już przebierają, okiem łypie na mnie, ostatni łyk i zsuwa się z fotela, pędzi dalej. Całość akcji jakieś 2 minuty maksymalnie.

 

Kiedy była mała, to zasypiała mi przy piersi, ja sobie czytałam, a ona spała z piersią w buzi. No i jakoś się nie przyzwyczaiła.
Podobnie z noszeniem na rękach czy w chuście. Oj, miała się przyzwyczaić do tego i chcieć być cały czas na rękach. Ale jakoś się, niestety, nie chce przyzwyczaić, postrzelona jest Panienka z niej i ciągle by gdzieś pędziła. Na rękach miło się poprzytulać, ale świat jest ciekawszy. Owszem, po zabawie czas na pit-stop, krótka regeneracja, ale ahoj przygodo, dalej!

Nawet to usypianie nieszczęsne, patrzę na Starszaka i myślę sobie, że jakieś 5 minut temu był małym dzidziusiem, a teraz na kolanach owszem, usiądzie, ale na jakieś 10 minut tygodniowo. A miał się przyzwyczaić :(

No na serio, muszę się trochę powymądrzać, bo jak nie ja, to kto wam powie, że nie, sorry, ale wasze dzieci się NIE przyzwyczają. Jak to mówią mądre matki doświadczone – dzieci są jak prąd. Zmienne!