Szukam kobiet, które dostały od matek pozytywny przekaz na temat ciała i kobiecości w ogóle. Ile z was usłyszało chociaż raz w życiu od mamy, cioci czy pani z telewizji, że miesiączka to niewygoda, że ciąża to trud i zmęczenie, a poród to największy ból w życiu? A ile z was usłyszało, że te doświadczenia są dobre, mogą być źródłem dobrego samopoczucia, a nawet siły?
Najbardziej mi żal przekazu związanego z porodem. Wiem i rozumiem, nasze matki rodzące nas na leżąco, często z unieruchomionymi nogami, poddawane lewatywie, goleniu i nacinaniu mogą źle wspominać swoje porody. Zło konieczne – skądś to dziecko trzeba wziąć. Rozumiem, że wspomnienia szpitali, do których ojcowie nie mieli wstępu, a dzieci pojawiały się co 3 godziny w sali, by zjeść w przepisowym czasie też nie należy do najlepszych. Moja koleżanka, rodząca pierwsze dziecko kilkanaście lat temu, wspominała, że po wejściu na porodówkę zaczęła rozglądać się planując ucieczkę z dzieckiem, jak tylko się urodzi.
Ale dziś, kiedy to wszystko może wyglądać inaczej?

Do dziś, w prawie rok od porodu, lubię wspominać ten czas. To dla mnie nieustające źródło siły. Tak, siły właśnie. Pamiętam, że tego dnia byłam dzielna, silna i odważna. Byłam mocna i piękna. Tak właśnie się czułam. Byłam sobą najbardziej w życiu. To doświadczenie graniczne – czując jakbym umierała, wiedziałam, że wydaję na świat dwa nowe życia. Swojej córki i swoje – nowe. To brzmi patetycznie, ale tak właśnie czułam.

I od tego dnia jestem innym człowiekiem, inną kobietą. Gdyby nie te narodziny, gdyby nie ten wspaniały poród straciłabym bardzo dużo.

Chciałabym, żeby kobiety przekazywały sobie pozytywny obraz porodu. Chciałabym, żeby się nie bały. Ale jak to osiągnąć, jeśli słyszą od innych kobiet, że poród jest straszny? Że to krew, to dzikość, to upokorzenie, to ból rozrywający wnętrzności?

Tak, pojawia się krew. Czasem więcej, czasem mniej. Krew to życie. To nie jest nic złego, nic brudnego.

Tak, to dzikość. To moment, kiedy możemy, mamy prawo zachowywać się tak, jakby nie było savoir vivre, nie było dobrych obyczajów, nie było zasad. Możemy poddać się instynktowi, krzyczeć, śpiewać, kląć – robić to, czego nie robimy na przykład w czasie gorącego seksu, bo nie wypada, bo sąsiedzi za ścianą itd.

Upokorzenie? Nie. W sytuacji, kiedy kobieta rodzi w dobrych, godnych warunkach – nie ma mowy o upokorzeniu. Czyż życie w jego najczystszym przejawie może być upokarzające?

Ból? Pisałam o nim już wiele razy. Ból porodowy, ból który pokazuje nam drogę i wyznacza cel. Jak ból mięśni w czasie maratonu. Tak, to boli. Ale można ten ból przyjąć, poddać się mu, oddychać w jego rytmie, pozwolić mu pokierować sobą, swoimi ruchami, gestami. Największą pomocą był mi oddech. Przez cały poród, w czasie skurczy, pamiętałam o uważnym oddechu. Wydychając spokojnie ból z siebie sprawiałam, że tracił na sile. Na początku pomagałam sobie ruchem, tańcem, kołysaniem biodrami. Były też ciepłe okłady i masaż. Potem woda, wielkie ukojenie i przyjemność. A potem? Potem już byłam w kosmosie.

To jest nasza misja. Pokazywać, że poród może nas wyzwolić, jak powiedziała holenderska położna, Beatrijs Smulders. Polecam lekturę wywiadu z nią tu
Poród to rytuał przejścia. Doświadczenie, które oczyszcza, które daje siłę. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. I do dziś czerpię z tego doświadczenia.
Kobiety, pozwólcie sobie na to przeżycie.