Królewna natrzaskała już ponad 2 tys kilometrów. Czasami się zastanawiam, czy nie przesadziliśmy jadąc z nią pociągiem (polskim, syfiastym pociągiem) kiedy miała miesiąc. Kiedy miała dwa miesiące pojechaliśmy z nią w 5 godzinną podróż koleją. Razy dwa. Ciągle coś, ciągle gdzieś, nosi nas. Hitem była podróż nad morze pociągiem „Słonecznym”. Około 8 godzin w przedziale rowerowym, z dwójką dzieci. To musiało się tak skończyć…
I wiecie co? Było super. Jak do tej pory wszystkie nasze podróże z maleńką lub z obojgiem dzieci były bardzo udane.

Kluczem do sukcesu jest termin. Piątek i niedziela to nie są dobre dni na podróż. Testowaliśmy obydwa ;) Za to w środę, w środku wakacji, pociąg z Helu do stolicy był niemal pusty! Hulaj dusza, cały wagon restauracyjny był nasz, nie mówiąc o przedziale.
Przedział dla matki i dziecka też jest git. Co prawda syn lat 6 i pół jest już za duży na takie luksusy i w razie tłoku powinien karnie stać na korytarzu jak inni pasażerowie. Ale w razie kłopotu przedział otwierany magicznym kluczykiem przez kierownika pociągu ratuje sytuację.
Poza tym nie wolno ze sobą brać wózka. Nigdy! Wózek się nie zmieści, zapomnijcie. Nasze, wielokrotnie testowane i sprawdzone rozwiązanie to chusta + fotelik samochodowy dla niemowlęcia. Mała w foteliku postawionym na nieuczęszczanym korytarzu ostatniego wagonu spała słodko i komfortowo. Można też zrobić jej hamak, można zamotać ją i ululać. Chusta robi też za przewijak, kocyk i matę do zabawy, oddzielającą dziecko od strefy syfu.
Dla starszaka polecam serię Czuczu. Absolutnym hitem okazał się zestaw „Wojownicy wszech czasów”. Zabawa na pół drogi nad morze :)