Poszliśmy do doktora, bo córcia nieco niedomagała.
A doktór zapytał „zepsuć humor?”
I zepsuł, że niby skaza białkowa. Ale doktór ma dziwaczne podejście i jednocześnie jest wyznawcą karmienia piersią, więc kazał mi nie zmieniać diety. Nic a nic.
A w czasie badania działy się cuda.
Mała leżała na macie, przyglądała się doktorowi. Nachylił się, powiedział „proszę otworzyć buzię”. Otworzyła. „Szerzej”. Otworzyła szerzej. „Dziękuję”. Byłam pewna, że mała mu odpowie.

Po konsultacji z alergolożką Syna odstawiłam nabiał i wszelkie inne źródła białka krowiego. I czekoladę. I inne potencjalne alergeny.

Ale będę szczupła.