Zgodnie z najnowszymi doniesieniami termin porodu przypada na 22 marca. Wiadomo, że nie urodzę wtedy, ale mam nadzieję, że uda mi się być na wszystkich zjazdach…
Wczorajsze badanie USG dostarczyło mi wiele radości. Poprzednim razem nie miałam możliwości tak dokładnego oglądania dziecka, czy sprzęt inny czy technika – nie wiem. Grunt, że wczoraj zobaczyłam CZŁOWIEKA. Proporcjonalnego człowieczka machającego rączkami i nóżkami, wyglądającego na całkiem żwawe maleństwo – niewiele ponad 4 cm.
Człowieczek ten zmienia powoli moje kształty. Nie na tyle, żeby postronni cokolwiek zauważali, ale wystarczająco, żebym nie mogła się zapiąć w dżinsach. Po dwóch tygodniach noszenia jednych, spranych biodrówek postanowiłam kupić nowe spodnie. Nie jestem teraz mistrzynią zakupów, zawsze mnie to denerwowało, ale teraz irytację osiągam już w pierwszym sklepie. Udało się na szczęście dość szybko. Traf chciał, że wpadły mi w oko dżinsy ciążowe… Wyglądają jak normalne, tylko mają bawełniany pas na brzuch. Nie zmarznę w nery. Łatwo mi było je kupić w H&M, ponieważ nikt nie zwracał na mnie uwagi. W sklepie z odzieżą ciążową ciągle jestem podejrzana. Nie mam brzucha, nie wyglądam na ciężarną więc czego tam szukam? Ale prawda jest taka, że Junior plus obiad równa się solidna wypukłość. I nie jestem w stanie tego interesu wciągnąć. Ledwo koniec 3 miesiąca, a ja już w ciążowych spodniach. Tragedy!